Piotr BudniakEssential Group

Sekstet · gościnny wokal

Essential Group - skład zespołu i muzycy debiutanckiej płyty

Sześciu instrumentalistów, jeden gościnny wokalista i dorobek, który nie pasuje do metryki. Kto gra na płycie, co robi w zespole i dlaczego ten konkretny układ ma sens.

Pełny skład

Muzycy Piotr Budniak Essential Group na płycie „Simple Stories About Hope And Worries”
MuzykInstrumentRola w brzmieniu
Piotr BudniakperkusjaKompozycje, forma, puls całości, kierownictwo artystyczne
Alan WykpiszkontrabasFundament harmoniczny i rytmiczny, spoiwo sekcji
Kajetan BorowskifortepianHarmonia, przestrzeń, budowanie napięcia pod tematami
Szymon MikagitaraBarwa wychodząca poza jazz, element indierockowy
Paweł PołudniaktrąbkaProwadzenie tematów, ostrzejszy głos w sekcji dętej
Wojciech Lichtańskisaksofon altowyDrugi głos melodyczny, częste unisono z trąbką
Michał Sobierajskiwokal gościnnyUtwór „I’ve Chosen”, tekst autorstwa lidera

Młody skład z niemłodym dorobkiem

Na papierze wygląda to jak zespół debiutantów. W rzeczywistości większość tych muzyków ma za sobą sukcesy, które w polskim jazzie znaczą całkiem sporo. Zwycięstwa na prestiżowych festiwalach i konkursach w kraju oraz za granicą, a do tego współpraca z legendami sceny. W biogramach członków składu powtarzają się nazwiska takie jak Randy Brecker, Janusz Muniak czy Zbigniew Namysłowski. To nie są kontakty, które zdobywa się przez znajomości. Zdobywa się je graniem.

Ma to konkretny wpływ na to, jak brzmi płyta. Muzyk, który stał obok kogoś z takim dorobkiem, ma inne wyobrażenie o tym, ile można zagrać, a ile trzeba przemilczeć. Największą różnicę między dobrym a bardzo dobrym instrumentalistą słychać zwykle w tym drugim. Na tym albumie nikt nie przegrywa swojego miejsca. Solówki nie ciągną się w nieskończoność, akompaniament nie zagłusza tematu, a fortepian potrafi po prostu zamilknąć, kiedy trzeba dać przestrzeń gitarze.

Gościnny udział Michała Sobierajskiego to osobny wątek. Wokalista znany z The Voice Of Poland, występujący wspólnie z Justyną Steczkowską, wnosi do materiału wrażliwość, która działa inaczej niż instrumenty. Wejście głosu na płycie instrumentalnej zawsze jest ryzykiem, bo słuchacz natychmiast przenosi uwagę na słowa. Tutaj to ryzyko zostało wykorzystane celowo - utwór z wokalem stanowi punkt zwrotny w dramaturgii albumu.

Dlaczego akurat sekstet

Wybór wielkości składu jest jedną z pierwszych decyzji kompozytorskich i wpływa na wszystko, co przyjdzie później. Trio daje maksimum swobody i minimum możliwości brzmieniowych. Kwartet to standard, w którym pracuje większość jazzowych zespołów. Sekstet oznacza dwa instrumenty melodyczne z przodu, pełną sekcję rytmiczną i gitarę, czyli aranżacyjną paletę bliższą małej orkiestrze niż zespołowi klubowemu.

  • Dwa dęciaki pozwalają grać tematy w harmonii albo w unisonie, co natychmiast zwiększa siłę melodii.
  • Obecność fortepianu i gitary jednocześnie wymaga dyscypliny - dwa instrumenty harmoniczne łatwo wchodzą sobie w drogę, więc ktoś zawsze musi ustąpić.
  • Więcej muzyków to więcej możliwych zestawień: duet, trio wewnątrz zespołu, tutti. Forma utworu może być dzięki temu naprawdę zróżnicowana.
  • Koszt jest oczywisty. Sześciu ludzi trudniej zebrać na próbę, trudniej zawieźć na koncert i trudniej opłacić.

Największy błąd przy pisaniu na taki skład polega na zapominaniu o ciszy. Skoro masz sześciu ludzi, kusi cię, żeby wszyscy grali. Efektem jest gęsta ściana dźwięku, w której nie sposób niczego usłyszeć. Dobre aranżacje na sekstet w dużej mierze polegają na decydowaniu, kto nie gra w danym momencie. Na debiutanckiej płycie Essential Group widać to na przykład w najkrótszym utworze, gdzie oszczędność jest głównym środkiem wyrazu.

Jak powstaje zgrany zespół jazzowy i dlaczego to trwa dłużej, niż się wydaje

Zebranie sześciu dobrych muzyków to najłatwiejsza część całego procesu. Wystarczy znać środowisko, mieć telefon i pomysł na materiał. Trudniejsze zaczyna się później, kiedy okazuje się, że sześć indywidualnych sposobów grania nie chce się złożyć w jedną całość. Każdy przynosi ze sobą nawyki z poprzednich składów, własne wyobrażenie o tym, ile miejsca mu się należy, i własne rozumienie tego, co znaczy zagrać coś dobrze. Pierwsze próby brzmią wtedy jak grzeczna sesja, na której wszyscy się nawzajem obserwują.

Przełom zwykle przychodzi w momencie, w którym muzycy przestają grać swoje partie, a zaczynają reagować na to, co robią pozostali. Brzmi to jak banał, ale różnica jest ogromna i słychać ją natychmiast. Wykonanie partii oznacza, że każdy zna swój tekst i mówi go we właściwym momencie. Reakcja oznacza, że kiedy pianista zmieni w połowie chorusa charakter akompaniamentu, perkusista to zauważa i odpowiada w ciągu jednego taktu. Dojście do tego poziomu wymaga czasu spędzonego razem, i to nie na scenie, tylko w salach prób oraz na dziesiątkach mniej ważnych koncertów.

Osobnym problemem jest ustalenie hierarchii. Zespół jazzowy prowadzony przez lidera nie jest demokracją, choć często udaje, że nią jest. Ktoś napisał utwory, ktoś podejmuje ostateczne decyzje o aranżacji i o tym, czy dana wersja wchodzi na płytę. Jeśli te zasady nie zostaną nazwane wprost na początku, prędzej czy później pojawi się konflikt, zwykle przy okazji podziału pieniędzy albo kolejności nazwisk na okładce. Zespoły, które przetrwały dłużej niż jedno wydawnictwo, zwykle mają to poukładane od pierwszego dnia, nawet jeśli na zewnątrz wygląda to niezobowiązująco.

Do tego dochodzi kwestia dostępności. Muzycy na dobrym poziomie grają w kilku projektach naraz, bo z jednego nie da się żyć. Ustalenie terminu próby dla sześciu osób bywa trudniejsze niż napisanie utworu. Zdarza się, że pełny skład spotyka się dopiero na tydzień przed sesją nagraniowną, a materiał przygotowywany jest wcześniej w mniejszych podgrupach. Nie jest to sytuacja idealna, ale tak wygląda praktyka i większość polskich płyt jazzowych powstaje właśnie w takim trybie. Sztuka polega na tym, żeby mimo wszystko brzmieć jak zespół, a nie jak zbiór solistów.

Ostatnia rzecz dotyczy tego, co dzieje się po nagraniu. Wielu ludzi zakłada, że płyta to koniec pracy zespołu. W rzeczywistości bywa odwrotnie. Materiał zagrany w studiu jest zwykle wersją wstępną, a prawdziwy kształt utwory przyjmują dopiero po kilkudziesięciu koncertach. Tempa się przesuwają, solówki skracają albo wydłużają, pojawiają się nowe przejścia, których w studiu nikt nie przewidział. Dlatego warto usłyszeć taki zespół na żywo rok po premierze - to często zupełnie inna muzyka niż ta z nagrania, choć zbudowana z tych samych nut. Więcej o samym materiale znajdziesz w opisie płyty, a przegląd całości na stronie głównej.